liczba wyświetleń bloga.

środa, 28 grudnia 2011

ostatnie dni tego roku.. robicie podsumowanie? osobiście unikam tego, bo to dopiero by mnie dotknęło, zdenerwowało i zdołowało. w każdym razie - ostatnie dwa lata były POPIERDOLONE. to odpowiednie podsumowanie, dziękuję.
a plany na sylwestra? oczywiście u mnie, bez wielkiej grupy znajomych z milionem procentów - nie, stawiam na jedną koleżankę i ewentualnie małej dawki alkoholu. ;] najlepszy sylwester, a jak! mam zamiar się bawić bardzo dobrze, bez żadnych dołków i innych podobnych.
jeszcze jedna kwestia - postanowienia noworoczne. taak, na pierwszym miejscu będzie 'lekkie wyjebanie na rzeczy niewarte uwagi'. potem odchudzanie i te sprawy...
no nic, kończę. SZCZĘŚLIWEGO!

piątek, 23 grudnia 2011

jest chujowo. naprawdę chujowo. śnieg się topi akurat wtedy, gdy poczułam do niego sympatię, w domu panuje napięta atmosfera i ciągle się kłócę z rodzicami, no, nie tylko rodzicami niestety..
oczywiście, że musi już mi się psuć humor, nie mogło się bez tego obejść. okropnie bolą mnie plecy i brzuch, a od tego całego krzątania w domu staram się uciec. ale jednak w tym momencie mój spory dom wydaje się być na to za mały.
tik-tok, tik-tok, tik-tok, tik-tok.. czas zbyt szybko płynie. która to godzina? który dzień tygodnia? miesiąca? ile zostało do końca roku? niee, mam już dosyć.


sobota, 17 grudnia 2011

nie piszę, bo albo nie ma o czym, albo mi się nie chce. narzekam na brak czasu, chociaż mam go dużo.wymagam dobrych stopni na semestr, ale nie staram się o nie. czy ze mną jest na prawdę aż tak źle?
wydaje mi się, że w tym roku też nie poczuję 'magii świąt'. dla mnie to tylko sterta bomb kalorycznych i prezentów. wspólnie spędzony, rodzinny czas i tak dalej.. od tego wszystkiego psuje mi się humor.
co bym chciała? TOTALNY SPOKÓJ.

bez zdjęcia.


czwartek, 8 grudnia 2011

generalnie to chujowy dzień. pogoda - koszmar, szkoła -  brak słów, humor - jeszcze gorzej. dzisiaj tak się zdenerwowałam, że po raz pierwszy tak perfidnie popłakałam się w szkole. na szczęście nikt mnie jakoś szczególnie nie pocieszał, bo zamaskowałam to katarem i kichaniem. jakoś wyszło.
mam dosyć wszystkiego, nie mam na nic ochoty, wszystko odkładam na później, a moje PÓŹNIEJ znaczy NIGDY. bardzo szybko się denerwuję i tracę cierpliwość, tracę znajomych, a tych, których mam nie doceniam - wielu ode mnie odchodzi, do jakoś tak przyjętej 'elity klasowej', które jednak mimo, że się zmieniły NA LEPSZE, ciągle uważają, że są najzajebistrze.
jestem rozdarta. właściwie nigdzie nie czuję się tak na 100% swobodnie, wszędzie muszę coś powstrzymywać. i nikomu nie mogę powiedzieć tego, co naprawdę czuję, bo wyszłabym na nieźle trzepniętą i nie umiejącą się wysłowić - no bo tego, co ja czuję opisać się nie da. do niedawna było tak, że w szkole było wszystko okey, mogłam się naprawdę 'wyluzować' i wziąć głęboki oddech, tylko w domu, gdy byłam sama doganiały mnie moje myśli i znów... do niedawna. teraz już tak nie jest - teraz biegnę na równi z moimi myślami cały dzień. i wszyscy widzą, że nie mam humoru. 
co by tu jeszcze.. jutro stracę parę centymetrów moich włosów, fryzjer czeka. grzywka też się skróci. 
zawsze zachwycało mnie w filmach, że gdy kobieta przechodziła duże zmiany w życiu, ścinała włosy. tylko bardziej drastycznie ode mnie.


 

wtorek, 29 listopada 2011

jak ja bym chciała odbudować moje wszystkie dawne, zajebiste znajomości.. niestety - niemożliwe.
gdy ja sobie tak pomyślę, ile osób skrzywdziłam, robi mi się źle.. może to jest gadanie dla nienormalnych, ale mnie to boli. boli mnie, że ja już tego nie mogę odwrócić. kurwa.




sobota, 26 listopada 2011

w porównaniu do niedawnych temperatur, to dzisiejszą można nazwać 'ciepłą'. nie potrafię się przestawić tak szybko na zimno, na noszenie kurtek, czapek i szalików oraz nie potrafię się przyzwyczaić do pary z ust, która z każdym wydechem wylatuje. 
znów mi się zdarzyło naprawdę cieszyć z weekendu, szkoła mnie tak męczy.. na poniedziałek tyle muszę zrobić, zwłaszcza na plastykę. znając mnie odłożę wszystko na niedzielny wieczór - taka już jestem, nie umiem się zmobilizować. 

chyba muszę porobić jakieś zdjęcia.



niedziela, 20 listopada 2011

wczoraj w teatrze było genialnie! a wyjazd dostaje też sporo plusów za towarzystwo. ;)
lecz muszę przyznać, że gdy wjechaliśmy do Poznania, zaczęłam czuć się dziwnie, a uczucie wzrosło, gdy mieliśmy dojść kawałek do teatru i to trasą, którą ja codziennie kiedyś mijałam. jakie to było dziwne, gdy patrzyłam na moją koleżanką stąd, która stała na tle tych ulic. przyznam, że chwilowo straciłam humor. sytuację można porównać do dołowania się z powodu wspomnień i tego, co było kiedyś. wręcz trzeba z tym skojarzyć.
lecz potem wszystko się ustatkowało.
jestem absolutnie oczarowana zespołem Rammstein, zbyt długo go nie słuchałam, a teraz mam nawrót i słucham go bez przerwy.



niedziela, 13 listopada 2011

jutro na 70% zawitam w szkole. tak właściwie, to się cieszę, bo w końcu od tygodnia jestem w domu i wychodzę na podwórze tylko w wyjątkowych sytuacjach, które raczej się nie zdarzały.
powracam do zdrowia!
oczywiście na start tygodnia mam dwie zaległe kartkówki. PROSZĘ O ŻYCZENIE MI POWODZENIA!

uświadomiłam sobie niedawno, że najważniejszy czas w moim życiu (patrz: dojrzewanie) został zmarnowany. a może nie tyle zmarnowany, co źle wykorzystany. w sumie nie wykorzystany. właśnie wtedy w moim życiu zaczęły zachodzić drastyczne zmiany. w sumie ciągle zachodzą, bo ciągle dojrzewam, no nie?
boże, od moich myśli dostaję na głowę!

a co tam u Was słychać? :) czy też macie jakieś sprawy, chore wymysły, które nie pozwalają Wam usiedzieć?



czwartek, 10 listopada 2011

generalnie uważam, że jesień jest porą roku inną, niż reszta. dlaczego? dlatego, że wtedy akurat zaczynam brać się za wszystkie przemyślenia, a nakłania mnie do tego też coraz gorsza pogoda. a o czym wtedy myślę? o wszystkim - najczęściej o tym, co kiedyś było.. a na ten temat rozpisałam się w poprzednich wpisach, a nie chcę tym spamować w każdym wpisie. 
ostatnio jest też coś ze mną nie tak, nie tylko ze względu na chorobę - jestem w stanie rozpłakać się w każdej chwili. najgorzej, gdy ktoś zaczyna przy mnie wspominać 'czasy swojej młodości'. to jest okropne, chciałabym, aby nagle lata przestały płynąć, i żebym z każdym rokiem nie dodawała kolejnej 1 do wieku. tak, wiem, jest to gadanie absolutnie bez większego znaczenia, bo w końcu mam dopiero 13 lat, lecz mimo to.. gdy myślę, że ja też będę tak robić, to planuję umrzeć śmiercią nienaturalną przed tym. o boże, co ja w ogóle gadam! 


piszczy mi w uszach.



niedziela, 6 listopada 2011

czwartek, 3 listopada 2011

coraz bardziej sobie uświadamiam, że gdybym nie wiedziała wielu rzeczy, żyłoby mi się łatwiej. zresztą, nie tylko mi - generalnie ludzie, gdyby nie zagłębiali się we wszystko, mieliby o wiele łatwiej. no niestety.. i zaczynam odkrywać w sobie lekką nadpobudliwość, agresję i wielką niecierpliwość.
aktualnie siedzę przyjebana i słucham Pezeta. próbuję rozgłosić mojego bloga, ale mi nie wychodzi i generalnie wszystko mi się wydaje chwilowo do dupy.. ale na szczęście jutro piątek. mimo, że tylko 3 dni musiałam chodzić do szkoły, to ja jestem wyczerpana jakby był to ponad tydzień.. a o moim ogólnym zmęczeniu już nie wspomnę. 

wieczorami zawsze najbardziej rozmyślam o wszystkim i wszystkich (taa..). wczoraj, naszły mnie takie myśli, że wręcz się przestraszyłam. naprawdę coraz częściej przyłapuję się na myśleniu o rzeczach, o których nie powinnam myśleć. lecz tak to jest, gdy zaczyna się krok po kroku rozmyślać o sensie życia. boże, o czym ja w ogóle gadam.. tak, oto jest właśnie powód, dla którego z nikim o tym nie rozmawiam - wychodzę wtedy na jakąś psychicznie uduchowioną.. to jest takie straszne. nie mam zamiaru tutaj opisywać tego, lecz i tak chyba piszę to tylko dla siebie, byleby napisać, bo przecież i tak nikt tego nie czyta. 


po prostu uświadamiam sobie, że moje życie jest bardziej popierdolone, niż myślałam..



sobota, 29 października 2011

sobota.. coraz bardziej pogrążam się w przyjebaniu. z bólem przyznaję się, że wczoraj jadłam o połowę za dużo, oczywiście to wszystko przerzuciło się też na dzień dzisiejszy wraz z całodziennym siedzeniem przed kompem. poważnie bawię się w no-life'a. dżizus, kurwa, ja pierdole.
internet jest okropnie wolny, to także przymula, nie mam czego słuchać, a internet jest za wolny, by ściągnąć piosenki, na które mam ochotę, a których nie mam na laptopie. i jak tutaj być wdzięcznym dobroduszności losu?
a nawiązując do wątku poruszonego w poprzednim wpisie.. o tym moim odpoczynku. ciągle nie wiem, jak to zrobić, wydaje mi się to niemożliwe. to nie wystarczy mi taki chwilka, parę godzin, jeden dzień.. nie. to musi być dłuższy okres. pomocy, pomocy, pomocy!







środa, 26 października 2011

ja pierdole, ja pierdole, ja pierdole, ja pierdole KURWA!
przepraszam za niezbyt miły początek wpisu, lecz nic lepiej nie opisuje mojego nastroju. rano było okey, lecz potem to tragedia. zawsze tak jest.. wszystko mnie denerwuje, nawet najmniejsze rzeczy powodują we mnie takie nerwy i płacz, że to tragedia. no, i większość dnia w szkole (zwłaszcza parę ostatnich lekcji) miałam łzy w oczach, lecz nie mogę się po prostu tak rozpłakać, bo o razu koleżanki i inni pytaliby mnie, o co chodzi, a tak się składa, że rzadko jestem sama, zawsze ktoś mi towarzyszy.. kurwa. 
a najdziwniejsze jest to, że nie mam powodu, by być smutną i zdołowaną.. no, może jednak jest pewien..
nie, nie, nie wiem, nie wiem.. 
jestem bardzo zmęczona, lecz chyba nie chodzi o niewyspanie się. potrzebuję odpoczynku, ale nie pod postacią całej przespanej nocy. nie, nie o to chodzi. nie wiem sama, o co. znowu nie rozumiem tego, co mówię, co chcę, co potrzebuje. skoro ja nie rozumiem, to inni też nie zrozumieją. ze mną naprawdę dzieje się coś nie tak..
chyba najbardziej dołują mnie wspomnienia.. tak, kiedyś było lepiej. a nawet, jeżeli wydaje mi się coś teraz POJEBANE (nazwijmy rzecz po imieniu), to wtedy wydawały mi się ZAJEBISTE. chyba to jest tym powodem. 


włosy rozjaśniłam, już jest brąz. 


 

piątek, 14 października 2011

o matko! kupiłam farbę do włosów o nazwie 'cynamonowy brąz' przekonana, zresztą, każdy by był, że wyjdzie ładny brąz, zbliżony do mojego naturalnego koloru. co się okazało? że po siedzeniu 25 minut z tą farbą na głowie (co i tak jest krótkim czasem), stworzyła mi się czerń. ja pierdole! w internecie szybko zaczęłam szukać sposobów na odbarwienie włosów no i teraz siedzę pokryta mieszanką oliwy i szamponem przeciwłupieżowym owiniętą grubym ręcznikiem dwie godziny (takie coś znalazłam). błagam, oby coś dało!
 znalazłam starą sesję z siekierką na laptopie, ukrytą jak najbardziej się dało. 

wszystkiego najlepszego moim kochanym i wyrozumiałym nauczycielom!



poniedziałek, 10 października 2011

fefefe. na gadu gadu większość moich kontaktów ma jakieś buziakowy, serduszkowy kicz. generalnie wielie love love... ja jebie.

zaczęłam słuchać rapu. podoba mi się to, to czego słucham ma zajebiste teksty i nie jest to jakieś durne jebać policję i inne. takie coś to shit jest.
dzisiejszy dzień był całkiem okey, choć generalnie nie przepadam za poniedziałkami.. wieść o tym, że nie ma być niemieckiego przez tydzień bardzo szybko rozbiegła się po szkole i wszyscy są okropnie szczęśliwi z tego powodu. ja odwołuję to, co mówiłam o matmie, że jest lepsza od niemca blah blah blah.. odwołuję w 101%! dzisiaj przeżywszy dwie pod rząd sądzę, że wolałabym, by ten niemiecki był przez ten tydzień normalnie, bo inaczej będę musiała obawiać się zastępstw, a matematyka jest bardzo, ale to bardzo prawdopodobna, że wskoczy na jego miejsce. ja jebie podwójnie.











czwartek, 6 października 2011

słucham tych nowych piosenek Evanescence i dochodzę do wniosku, że stanowczo wolałam ich 'za dawnych czasów'. 
a co u mnie? dzisiaj jest dzień jak każdy inny, nic specjalnego się nie wydarzyło.. a mogłoby, bo chciałabym urozmaicić jakoś ten tydzień, bo generalnie cały jest taki nijaki. oczywiście, niech będzie to rzecz pozytywna, to urozmaicenie. :) 
po raz pierwszy od dłuższego czasu zadanie z angielskiego będzie dla mnie trochę trudne - opisanie ulubionej sławnej osoby. problem jest taki, że tych osób jest za dużo: Ronnie Radke, Joey Jordison, Corey Taylor, Till Lindemann, Kurt Cobain czy Johnny Depp? kogo wybrać? cholera.

zaczynam lubić pisać opowiadania. 





wtorek, 4 października 2011

bo ile można łykać tabletki przeciwbólowe?! trzeba było iśc do dentysty.. niby znieczulenie, nawet potrójną dawkę, lecz ja i tak miałam stracha okropnego - wiecie, lęk przed dentystą.. masakra.. myślałam, że umrę..

niedziela, 2 października 2011

uwielbiam to uczucie, gdy popołudniu w niedzielę, gdy zasiadam do lekcji okazuje się, że zadane są tylko trzy zadania. <3 życzę tego wszystkim, uczucie jest naprawdę fantastyczne. :)
 dzisiaj zaliczyłam wypad na spacer wraz z robieniem zdjęć, czyli parę jest - oczywiście nic wygórowanego, takie ot tak, na pełnym spontanie. nic więcej nie wymyślę. po prostu miałam ochotę dzisiaj też napisać jakieś pierdoły.


piątek, 30 września 2011

kici kici.

hahahahha! no nieźle. dzisiejszy dzień był zajeeeebisty! było kotowanie, może dlatego. rok temu też był to jeden z najlepszych dni w szkole. jestem caaaała popisana na rękach, twarzy, szyi, dekolcie. dzień chłopaka też poszedł dobrze, oczywiście oceniając przez pryzmat tego, że byłam prowadzącą. 
po skonsumowaniu bomb kalorycznych, udaliśmy się całą klasą na boisko, gdzie rozopoczęły się 'ceremonie' związane z kotowaniem. przyczepianie ogonków, jedzenie papki i takie tam. PAPKA, o shit.. pamiętam parę składników po rozmowie z jedną z osób, która ją robiła:
czosnek, buraki, różne sosy, mnóstwo pieprzu i soli, chilli, bita śmietana, mleko chyba... więcej nie pamiętam, w każdym razie było ohydne i większość wypluwała to gdzie się tylko dało. ja dzielna połowę przełknęłam, choć nie więcej - było to po prostu niemożliwe, mówię Wam!

kabel USB został odnaleziony!!




czwartek, 29 września 2011

jutro piątek, jutro mam kotowanie, jutro prowadzę klasowe obchodzenie Dnia Chłopaka. plan mam taki, aby przed otrzymaniem bomb kalorycznych w postaci domowych babeczek, ciastek francuskich i innych różności, odpowiedzieli na pytania dotyczące dziewczyn z klasy (np. która ma więcej niż 2 dziurki w uszach), jeżeli nie odpowiedzą poprawnie, muszą wykonać zadanie, a jeżeli nie zrobią i tego, to muszą wybranej dziewczynie powiedzieć coś miłego. nie no, myślę, że dla takiego żarcia zrobią wszystko. :)

ehh.. co u mnie? bywało lepiej, ciągle trzyma dołek z wczoraj. choć przyznam, że w szkole zrobiło mi się lepiej (choż zgubiłam moje ulubione kolczyki...) - nie mówię znajomym, że mam zły humor, bo wtedy gadaliby tekściki w stylu 'wszystko będzie dobrze' blah blah blah nie wciskajcie mi kitu, dobra? staram się zachowywać dobrą minę i po czasie nie muszę udawać, że ją mam, bo sama pcha mi się na twarz. lecz w domu znów łapie i robi się źle. cholera.

ale ona mnie wkurwia.. już jej nie widuję, ale ciągle wkurwia..


 

środa, 28 września 2011

tak, taka jest kolej rzeczy: skoro raz było zajebiście, to potem musi być odwrotnie, czyli do dupy. więc żeby przenieść mój przykład na ten schemat: wczorajszy dzień był zajebisty, lecz dzisiaj (choć zapowiadało się też okey) było fatalnie, a właściwie wciąż jest.. nie mam gdzie i do kogo napisać tego, co czuję, więc robię to tutaj, choć i tak wiem, że nikt tego nie czyta (może i lepiej).

miłość - jeden z dwóch głównych problemów ludzkich (drugim jest hajs). miłość każdy czuł. ja uważam miłość za jedno, wielkie gówno, może dlatego, że gdy jej doświadczałam zawsze kończyło się to okropnie, nawet, jeżeli przez pewien czas było fantastycznie. zawsze się kończy wielką sraką. cholera. 

lecz nie chodzi mi tutaj tylko o to - przede wszystkim powodem mojego paskudnego samopoczucia są wspomnienia.. miłe wspomnienia.. zmieniam się, i to chyba na gorsze, na to wychodzi.. a to wszystko przez te moje cholerne zmiany podczas najważniejszego czasu mojego życia - dojrzewania. akurat wtedy musiałam mieć tyle problemów i dołków emocjonalnych.. a wszystko spowodowane tylko i wyłącznie przez jedną, jedyną osobę - noo, może nie bezpośrednio, ale wszystko poszło za sprawą właśnie tego człowieka. nie powiem kogo, nie chcę być na blogu konkretna, staram się uogólniać wszelkie informacje, nie podawać imion, i tym podobne. wiedzcie jednak, że ta osoba jest bardzo ważna dla wszystkich ludzi. ale dla mnie nie ma już ona najmniejszego znaczenia...

wtorek, 27 września 2011

no i po ognisku klasowym. tak, to był dobry pomysł, bo faktycznie wszyscy w klasie jakoś bardziej się ze sobą komunikowali, no w skrajnych przypadkach chodziło tylko o podanie komuś keczupu. :P
genialnie było w autobusie, gdy jechaliśmy do i z. 
ale generalnie nie było osoby z którą słowa się nie zamieniło. hmm.. wczoraj odpuściłam sobie nauczenie się słówek z niemca i wypicie herbaty pokrzywowej.. więc, co jest tek skutkiem? dzisiaj wypiję dwie. uhh, tortury, mówię Wam, wielkie tortury.

gdzie mój kabel USB, do cholery?!?!?!

 

poniedziałek, 26 września 2011

dzisiejszy dzień był rewelacyjny, choć tak właściwie nie wyróżnia się niczym szczególnym od innych poniedziałków. muszę się pochwalić, że dostałam 4 z niemieckiego  - jestem z siebie dumna.
jutro czeka mnie ognisko klasowe - no wiecie, tak na zapoznanie się uczniów z wychowawcą, tak 'poza językiem polskim i godziną wychowawczą'. skoro ognisko, to też żarcie, czyli równa się to kolejny dzień odpuszczenia sobie ograniczenia jedzenia. no cholera! muszę się za siebie wziąć.  czy ktoś ma pomysł na to, jak się do tego zmotywować, żeby szybciej to poszło oraz żeby było to przyjemne (ODCHUDZANIE)?




środa, 21 września 2011

mm, jakże motywujące jest do dalszej nauki otrzymanie jako pierwszą ocenę dwójki z niemieckiego, ohh, jak bardzo!

idealnie połowa tygodnia - trzy dni temu był weekend i za trzy dni będzie kolejny. za trzy dni powrócę do mojego późnego wstawania. stęskniłam się za widokiem godziny 11.00 na zegarze od razu po obudzeniu..

generalnie w zeszłym tygodniu nie miałam zbytnio humoru, zazwyczaj było tak, że w szkole było wszystko w porządku, no bo wiadomo, przy znajomych to z lekka wyluzowałam, ale po powrocie do domu.. płacz bez powodu, wkurwianie się na wszystko i wszystkich o byle gówno i  nawet czasami ciskanie niektórymi przedmiotami. 
nie wiem, ale chyba nie tylko ja tak mam, co nie? 

i uwaga, uświadomiłam sobie jedną, zaskakującą rzecz: wolę MATEMATYKĘ od NIEMIECKIEGO. yy, hello, Anka, coś z tobą nie taaak?? ciii, sama się sobie dziwię..

muszę porobić jakieś zdjęcia..


wkurwiają mnie pozery i usilne udawanie mroku czy czegoś innego. pozdro.


sobota, 10 września 2011

i znów kończy się sobota.. i znów zwalam zadania domowe i wkuwanie na ostatnio dzień weekendu, zapewne na wieczór. nie umiem dobrze rozplanować pracy na 2 dni. o matko..
czyli co odłożone zostało na jutro?: wkuwanie na niemiecki, biologię i geografię, oraz zadanie z polskiego, do którego absolutnie nie mam weny. 'uzupełnienie według własnego pomysłu wiersz Szymborskiej "Niektórzy lubią poezję"'. no błagam. nie mam pomysłu! 
tekst powyżej piszę z nudów. jest bezsensu.



 

piątek, 9 września 2011

ciii.

zbliża się jesień i potem zima, no to tak na dobry początek musi być jakieś lekkie chorowanie, co nie?, nie obejdzie się bez, prawda?
aktualnie z tego powodu leżę i się grzeję, jeżeli nie nazywać tego 'duszeniem się w pościeli'. wierzę w skuteczność. zaraz idę spać, wolę przespać ten czas mojego złego samopoczucia. 
a co w szkole? wniosek wysnuty z dzisiejszego dnia to taki, że najlepszym argumentem jest 'bo tak' (zresztą było to wiadome już od dawna) i że uwielbiam twórcę 'szczęśliwego numerka'! a dlaczego? ponieważ dzisiaj wyjątkowo został wylosowany numer 5, czyli mój, no i jakoś tak wyszło, że wymyślili sobie niezapowiedzianą kartkówkę z niemieckiego. :D taak, poszczęściło mi się (chociaż raz jakoś szczególnie..). 
teraz słucham Lady Gagi. coraz bardziej mrużą mi się oczy. cholera, nie mam kompletnie pomysłu, czy weny, na napisanie zadania z polskiego (nie dzisiaj, oczywiście!). zaczyna boleć mnie gardło. która godzina? zużyłam kolejna paczkę chusteczek. spać spa spać spać. co tutaj jeszcze mogę napisać.. ee, pomocy?





poniedziałek, 5 września 2011

wszystko wygląda trochę inaczej, niż rok temu. nie, nie chodzi o odmalowane ściany, przefarbowane włosy.. nie wiem o co konkretnie.
może chodzi o inną perspektywę patrzenia? nie, ona ciągle jest taka sama - 160 centymetrów nad ziemią.. nie wiem, nie wiem, nie wiem..

mój niemiecki jest okropny. poradzę sobie?

bo oni są tacy cudni.. <3



 

niedziela, 4 września 2011

trochę się wkurwiłam. pozwolę sobie zacytować..

'slipknot to tylko nędza którą lubią nastolatkowie ...
(...) rzygać mi się chce coreyem, (...) po co on w slipknocie !?
(...)dobra nara bo brak mi na cb słów ... wierna fanka slipknota ....'

po przeczytaniu całego tego PRZEMÓWIENIA, dowiedziałam się, że Slipknot jest nędzą, że Corey'a nie powinno być w zespole i powinien wypierdalać (choć jak miałaby grupa istnieć bez głównego wokalisty?), i że niektórym na mnie brak słów. jak świetnie.


zrobiłam czwartą dziurkę w uchu. 



   

sobota, 3 września 2011

czy mi rozum odjęło? czy tylko ja cholerrrrrrnie nie chcę weekendu?
w szkole okropnie mi się podoba. spotykanie znajomych stąd bardzo mnie cieszy. lecz szkopułem jest to, że dopiero pierwszy dzień w szkole, a ja już mam zapowiedzianą kartkówkę z angielskiego i sprawdzian z matmy.. pięknie.


 

piątek, 2 września 2011

czwartek, 1 września 2011

achtung achtung.

i jak uczciłam ostatni dzień wakacji? tradycyjne MIELENIE SIĘ, bo w końcu to najlepszy sposób na bezsensowne spędzenie parunastu godzin. brawa, brawa! od jutra zacznie się nowe odliczanie dni, które minęły od końca wakacji, a po pewnym czasie, sensowniej już będzie liczyć dni do ich ROZPOCZĘCIA, o! strój prawie gotowy, choć pewnie i tak w ostatniej chwili coś w nim zmienię. nie przywykłam do widoku moich glanów czarno-czarnych, bez czerwonego sznurowadła.. dobra, dobra, Anka, nie przesadzaj. 
życzcie mi powodzenia jutro. tak, ja też Wam życzę.






sobota, 27 sierpnia 2011

burzaburzaburza!

zaraz chyba będę zmuszona odłączyć kable od prądu i skazać laptopa na baterię. ojoj, boję się burzy..

 

piątek, 26 sierpnia 2011

free.

dzisiaj przypadkowa pobudka o 5.30. 
gdy koty, które były "malutkie i słodziutkie", nawet, jeżeli już wyrosły, rodzą potomstwo, to nagle stają mi się takie duże.. ciągle słodkie, lecz SŁODKIE, a nie SŁODZIUTKIE. lekka różnica jest.
nawiązuję do tego, bo akurat dzisiaj kot mojej siostry rodził. no niestety, jeden płód martwy, a drugi urodzony, lecz za wcześnie, no i ma marne szanse na przeżycie.. 
dzisiejszy dzień także polegał na mieleniu się, wpierdalaniu winogron, mieleniu się, mieleniu się i wpierdalaniu chleba z dżemorem. czyli tak właściwie na niczym owocnym. denerwuję się, bo zdjęcie na photoblogu nie chce mi się załadować, czy ktoś wie, co jest przyczyną? 
ludzie, czy potraficie mi tez wytłumaczyć, jak można zamordować? dlaczego ludzie mordują siebie nawzajem? żeby się pozbyć problemów? nie, narobią ich jeszcze więcej. dla przyjemności? a co to za przyjemność patrząc na martwe ciało? to ja już nie wiem. takich to zabić po 50 razy. i koniec. 





   

środa, 24 sierpnia 2011

halo halo??

dlaczego jest tak, że gdy mam ochotę być sama, od razu wszyscy przylatują i pierdolą o niczym ważnym, a gdy potrzebuję z kimś pogadać czy popisać, nie odezwie się nikt? dlaczego tak jest, dlaczego? 
niedawno miało miejsce coś okropnego - siedzę w objęciach czterech ścian mojego pokoju, naprawdę chcąc, by ktokolwiek spytał mnie, co u mnie słychać, co porabiam (choć tak właściwie co bym miała odpowiedzieć? że siedzę na łóżku, tulę różową poduszkę i gapię się na ciemną plamkę na nierównej, białej powierzchni ściany?) czy cokolwiek. siedzę i nic, nic, nic. nagle słyszę dźwięk przychodzącego sms'a. aa jednak ktoś napisał! co się okazało? że jedynym nadawcą sms'ów, który pamięta o mnie we wcześniej opisanych sytuacjach jest PLAY z wiadomościami o darmowym internecie przez 30 dni. dobijające, hę?




poniedziałek, 22 sierpnia 2011

aa!

cholera, jeszcze tylko parę dni. zazwyczaj, gdy się człowiek nudzi, czas płynie wolniej. lecz jakoś dziwnym trafem przez prawie całe wakacje się nudziłam (choć wolę się nudzić w ten sposób, aniżeli w szkolnej ławce), a one mi minęły naprawdę szybko. przepraszam, ale o co chodzi?
za to, co komary mi zrobiły, powinno się je wszystkie wybić, parszywe robaki.. fe.
dzisiaj dzień rozpoczęłam w rytmach Three Days Grace. a konkretnie płyty Life Starts Now. 
nie mam już co pisać, jestem chyba jeszcze trochę zaspana.
może wkrótce będzie wpis bardziej sensowny, niż parę ostatnich.

(zdjęcie sprzed roku)



piątek, 19 sierpnia 2011

wakacje niedługo się kończą, lecz ja nadal nie dopuszczam do siebie tej myśli. teraz mój pierwszy rok w gimnazjum. mówią mi, że w gimnazjum każdy się zmienia, to mnie intryguje. mam pewne obawy, ale ujdzie, nie robię paniki, spoko. 
aktualnie słucham Limp Bizkit, ostatnio dużo ich słucham. 
nie rozpiszę się zbytnio, bo nie ma o czym. dzisiaj kolejny dzień będę się mielić i opierdalać - i kolejny dzień zleci nie wiadomo jak. tak samo z jutrem, pojutrzem i tak dalej..
mam ochotę po raz setny obejrzeć Rock am Ring Slipknota. tak, dobr plan, zaraz to pewnie zrobię.
przyzwyczaiłam się, że gdy wstaje, jest godzina 12.00, a dzisiaj wyjątkowo już o 12.00 siedzę i piszę na blogu (wyjaśniam: wyjątkowo obudziłam się o 7.00). czas mi się dłuży i mielenie się będzie dzisiaj trwało o te 5 godzin dłużej. 
w ciągu niecałego miesiąca przeczytałam ok. 8 książek, fuck yea, jestem z siebie dumna. :P

coś jeszcze powinnam napisać?


wtorek, 9 sierpnia 2011

ojajejou.

u mnie jest całkiem okej. nie wiem, co mam na tym blogu pisać, serio.
byłam na Woodstocku jeden dzień (w piątek), ahh! było świetnie, naprawdę. miałam zdążyć jeszcze na Luxtorpedę, lecz niestety było okropne korki (w sumie się nie dziwię), no i przyjechałam akurat na koniec. ironia losu.. więc ostatecznie zaliczyłam:
Piotr Bukartyk, Apteka, Jahcoustix, Kontrust, Helloween.
jestem bardzo zadowolona. naprawdę. liczę na to, że za rok też tam będę.

znam o jednego idiotę więcej!



próbuję nie zdawać sobie sprawy z tego, że (chyba) za trzy tygodnie znów będę musiała siedzieć przykuta do biurka i edukować się za sześciu, naprawdę próbuję. cii! nic mi o tym nie mówicie, lalala!

błagam, nie mówicie, że jestem podobna do siostry!


ojej, znowu pada.. 



wtorek, 2 sierpnia 2011

nie jest dobrze. 
ale nie jest też fatalnie. 
na razie przeżyję. 
ale nie wiem co będzie dalej.


<bez zdjęcia, jestem ohydna!>

poniedziałek, 25 lipca 2011

nic nic nic!

już chyba połowa wakacji minęła, co nie? teraz nie jestem pewna, czy nadal nie chcę tych wakacji i że chcę do szkoły. fakt - nudno jest, ale za to 0 nauki..
coś mnie wzięło i zaczęłam słuchać piosenek, które perfidnie kojarzą mi się z różnymi chwilami mojego życia. aktualnie siedzę, słucham i rozmyślam nad wszystkim. często o sytuacjach, w których coś źle powiedziałam czy zrobiłam. to mnie strasznie wkurza, bo akurat teraz, gdy wiem, co powinnam wtedy zrobić nie mogę tego naprawić. cholera!

wszystko się za szybko kręci, obraca i zmienia. ja nie nadążam!

czy ja jestem naiwna?

gadam bezsensu.. 







piątek, 22 lipca 2011

come back!

no i wieś oficjalnie pożegnała miasto. niestety. bo na tych manowcach u mnie absolutnie nie ma co robić, cholera!
uświadamiam sobie pomału, ile to ja głupot w życiu porobiłam. ojj, sporo tego. pewnie za parę lat będę tak myśleć o rzeczach, które robiłam wczoraj, robię dzisiaj i robić będę jutro i pojutrze.. kiepsko.
w Poznaniu było świetnie. wreszcie moje wakacje się urozmaiciły. lecz teraz znów wszystko wraca do normy. Harry Potter zabił Voldemorta, jak zawsze wszystko skończyło się schematem "happy ending'u", jeah.
mój humor jest nijaki. ani zły, ani dobry. nijaki. obojętny. niedookreślenia. nie do wyrażenia. ...

*ous*



czwartek, 7 lipca 2011

lalala..

przez najbliższe paręnaście dni nie będę pisać, po prostu z braku czasu.
jestem z lekka chora, kiepsko się czuję. ale przeżyję, muszę. ;) jutro spotkanie z kolegą, którego znam tylko przez gadu gadu. jestem ciekawa, jak będzie.. jutro też wieś (patrz: ja) przywita miasto (patrz: Poznań). 
moja czerwona farba okazała się nieszczęsnym materiałem - trzymała się - o dziwo - tylko parę dni i już praktycznie nie mam jej na włosach. jestem zła!
to tyle, zawitam tutaj za mniej więcej dwa tygodnie.
tchüs!





piątek, 1 lipca 2011

i kolejny dzień się kończy. oczywiście nudny jak cholera, ja już nie wytrzymuję. czy można umrzeć z nudów? 
nudne są dzieci, nudni są ludzie, nudne są ich rozmowy, wiadomości są nudne, nudny jest wieczór, nudny jest film, ja też jestem nudna. 


wiele głupich rzeczy się dzisiaj wydarzyło. nie mam zamiaru ich tutaj opisywać, za długo by to trwało, a poza tym wolę je zatrzymać dla siebie. po raz setny oglądam teledysk Slipknota - Snuff. smutne, i to bardzo. jest mi dziwnie. czuję, że się wszystko zmienia..


'dead visions in your name
dead fingers in my veins ..

.. dead memories in my heart!'


 

czwartek, 30 czerwca 2011

...

drugi wpis. 
oglądalność pomału się wspina w górę, oby tak dalej!
a jeżeli chodzi mój nastrój - wielka huśtawka nastrojów. naprawdę bardzo duża. kolejny zjazd dziadków i gadanie o pierdołach. nie wytrzymuje, ale na szczęście udało mi się oderwać od 'rodzinnego zgiełku' i wylać emocje na blogowy post.
wczorajszy wieczór był tragedią - fakt, z domieszką uśmiechu, bo zaczęłam nawiązywać kontakt ze starymi znajomymi. lecz i tak przeważały tam łzy, smutek i złość. zostałam w chamski sposób oszukana, moja tajemnica z zaufaniem powierzona została wygadana. okropnie się czułam i straciłam z lekka do kolegi zaufanie.. jeszcze perfidnie zaczął do mnie wydzwaniać i gadać głupoty. nic nie pamiętam co mówił, w każdym razie nic w ten sposób nie osiągnął.. morał z tego taki, że przysłowie "kłamstwo ma krótkie nogi" jest prawdziwe.  stało się wszystko w tegoroczne ferie i kolega myślał, że wszystko poszło w zapomnienie - widzisz, jednak po długim czasie się wszystko wydało. ogarnij się, powiem to po raz kolejny.
kupiłam dzisiaj farbę w kolorze czerwonym. farbowanie planowane na niedzielę - dodam zdjęcia. ;)





środa, 29 czerwca 2011

go!

postanowiłam założyć sobie bloga. w sumie nie wiem po co, może potraktuje o jako mój wirtualny pamiętnik. pewnie i tak nie będzie on pisany długo, lecz warto spróbować, no nie?


czyli zacznijmy kształtować ten wpis na kartkę z pamiętnika.
dzisiejszy dzień jest naprawdę nudny, zresztą tak, jak wszystkie dotychczasowe dni wakacji 2011. dopiero w lipcu zaczyna się rozkręcać, albowiem przyjeżdża koleżanka z Poznania. i po ok. 7 dniach ja jadę do niej. tak właściwie to tych wakacji jeszcze nie czuję, jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że mam tak wysiedzieć 2 miesiące.. brzmi to wręcz nierealnie. 
na razie nic więcej nie napiszę, w ciągu najbliższych dni powstanie nowy post.


PS to mój pierwszy blogger, więc chętnie poczytam Wasze rady na temat zakładania go. (;