liczba wyświetleń bloga.

środa, 29 lutego 2012

cieszcie się dzisiejszym dniem, następny taki dopiero za 4 lata. podobno 29 lutego powinno się zrobić coś niezwykłego. ale mój dzień akurat był taki sam jak inne, chociaż.. niezupełnie. szczerze powiem, że dzisiejszy dzień podobał mi się - co z tego, że kartkówka z fizyki to masakra, co z tego, że za mało uczyłam się na historię i niemiecki (na to drugie w ogóle). nie przejmuje mnie chwilowo moje obniżenie w nauce. mój 29 lutego.. był naprawdę miły.
'kiedy człowiek jest zakochany, ukazuje się światu takim, jakim powinien być zawsze' <- czy tylko ja uważam, że to zdanie to jedna wielka bzdura? gdy człowiek się zakocha, to odbija mu i w ogóle nie myśli.. a Wy co myślicie?



czwartek, 23 lutego 2012

kap, kap, kap.. wszystko się topi, a mnie zalewa. ale temperatura mi się podoba.. wtedy też taka była.. 
a co u mnie? dużo nauki, za którą oczywiście wziąć się nie umiem. wczoraj postanowiłam zrobić sobie dziurkę w uchu, kolejną. ale oczywiście nie wyszło, kolczyk nie chciał wejść.. ja to mam szczęście.
jeszcze tylko parę dni ferii, a do szkoły stanowczo nie chcę mi się wracać. cholera!
ale daję radę, daję. na jakiś czas chyba przestanę pisać, nie chcę mi się, a poza tym, ciągle gadam o tym samym. 
trzymajcie się tam wszyscy, życzę Wam, byście nie musieli pływać podczas tych roztopów. 


poniedziałek, 20 lutego 2012

no i znów witam moją wieś, i znów zawiewa mi w twarz nudą, i znów jem za czterech. no pięknie. ostatni tydzień poświęcam nauce.. HAHAHA, to znaczy, tylko teoretycznie, bo jak wyjdzie, to oczywiście wiadomo - ostatnia niedziela zawalona wszystkimi podręcznikami. znane mi to bardzo.
ostatnio nie wiem czemu, ale wszystkie, dosłownie wszystkie osobniki płci przeciwnej okazują się być.. dziwni? nie, to mało powiedziane, nie znam innego przymiotnika na nich. ważne dla mnie równanie, od dziś:
jeżeli chłopak jest ładny, to jest chujem. natomiast jeżeli jest naprawdę w porządku, to za to wyglądem nie grzeszy. a jeśli wszystkie powyższe ma na TAK, to jest o wiele starszy i nie zwraca uwagi. i co, i co? nie wspomnę jeszcze i o nieładnym i chujowym typie, bo takich jest najwięcej.
chyba niezbyt umiem napisać tutaj to, co mam na myśli, ale próbowałam, nie powiem, że nie.

jestem oszukana i się czuję okropnie.


piątek, 10 lutego 2012

słuchajcie, jest dobrze. poprawiło się stanowczo, tak nagle! dzisiejszy dzień zaliczam w sumie do tych udanych, mimo złych ocen. nastrój mi dopisywał, moje kontakty (na razie w klasie) się poprawiają. większość rzeczy robi się na plus. denerwuje mnie to, że zaczęłam lubić i interesować się wierszami Wisławy Szymborskiej dopiero parę dni przed jej śmiercią.. teraz, gdy je czytam, odczuwam ten klimat i bardzo lubię je interpretować. pozwolę sobie na umieszczenie jednego z nich.

'Nazajutrz - Bez Nas'

Poranek spodziewany jest chłodny i mglisty.
Od zachodu
zaczną przemieszczać się deszczowe chmury.
Widoczność będzie słaba.
Szosy śliskie.

Stopniowo, w ciągu dnia,
pod wpływem klina wyżowego od północy
możliwe już lokalne przejaśnienia.
Jednak przy wietrze silnym i zmiennym w porywach
mogą wystąpić burze.

W nocy
rozpogodzenie prawie w całym kraju,
tylko na południowym wschodzie
niewykluczone opady.
Temperatura znacznie się obniży,
za to ciśnienie wzrośnie.

Kolejny dzień
zapowiada się słonecznie,
chociaż tym, co żyją,
przyda się jeszcze parasol.


PS bardzo dziękuję Wam za Wasze komentarze - odczuwam wtedy, że jednak ktoś to czyta i myśli nad tym. jestem naprawdę wdzięczna.


wtorek, 7 lutego 2012

generalnie to kurwa. jest źle. a jeszcze niedawno myślę sobie 'przecież nie jest tak źle, narzekam z przesadą'.. teraz wszystko temu przeczy. nie wiem, czy wolałabym tkwić w niewiedzy i ciągle coś podejrzewać, czy znać złą prawdę. co według Was jest gorsze? większość pewnie pomyśli 'no, oczywiście że niewiedza, w przeciwnym razie przynajmniej wiem, z czym obcuję'. ja się waham. jednak czym więcej wiem, tym więce o tym myślę, czyli wychodzi na jedno. nie liczę na to, byście czytali moje wpisy, teraz to już piszę po to, by wylać gdziekolwiek swoje chore myśli. i znów ryczę..
gdzie się podziać? co ze sobą zrobić? w jaki sposób? teraz nawet w domu się nie czuję 'u siebie'. wszędzie tak jakoś.. obco, jakbym wylądowała nagle gdzieś w Afryce, gdzie mają własny język i własne obyczaje. mojego dowcipu nie umiem wpasować w prawie żadne rozmowy. znajomi pokazują swoje złe oblicza, a ja się kręcę w tym wszystkim. kręcę, kręcę i kręcę, coraz bardziej nabieram tępa, a w głowie za bardzo mi wiruję. kiedy się zatrzymam? a może to ja stoję w miejscu? 





niedziela, 5 lutego 2012

pierdolone urodziny. stanowczo za nimi nie przepadam.. bo co się wtedy niby świętuje?! to, że już 14 lat męczę ludzi, że udało mi się tyle przeżyć na tym trudnym świecie, czy może, że jestem bliżej śmierci? żadne z wcześniej podanych nie powinno być świętowane. chyba ogarniacie, o co mi chodzi?