liczba wyświetleń bloga.

wtorek, 29 listopada 2011

jak ja bym chciała odbudować moje wszystkie dawne, zajebiste znajomości.. niestety - niemożliwe.
gdy ja sobie tak pomyślę, ile osób skrzywdziłam, robi mi się źle.. może to jest gadanie dla nienormalnych, ale mnie to boli. boli mnie, że ja już tego nie mogę odwrócić. kurwa.




sobota, 26 listopada 2011

w porównaniu do niedawnych temperatur, to dzisiejszą można nazwać 'ciepłą'. nie potrafię się przestawić tak szybko na zimno, na noszenie kurtek, czapek i szalików oraz nie potrafię się przyzwyczaić do pary z ust, która z każdym wydechem wylatuje. 
znów mi się zdarzyło naprawdę cieszyć z weekendu, szkoła mnie tak męczy.. na poniedziałek tyle muszę zrobić, zwłaszcza na plastykę. znając mnie odłożę wszystko na niedzielny wieczór - taka już jestem, nie umiem się zmobilizować. 

chyba muszę porobić jakieś zdjęcia.



niedziela, 20 listopada 2011

wczoraj w teatrze było genialnie! a wyjazd dostaje też sporo plusów za towarzystwo. ;)
lecz muszę przyznać, że gdy wjechaliśmy do Poznania, zaczęłam czuć się dziwnie, a uczucie wzrosło, gdy mieliśmy dojść kawałek do teatru i to trasą, którą ja codziennie kiedyś mijałam. jakie to było dziwne, gdy patrzyłam na moją koleżanką stąd, która stała na tle tych ulic. przyznam, że chwilowo straciłam humor. sytuację można porównać do dołowania się z powodu wspomnień i tego, co było kiedyś. wręcz trzeba z tym skojarzyć.
lecz potem wszystko się ustatkowało.
jestem absolutnie oczarowana zespołem Rammstein, zbyt długo go nie słuchałam, a teraz mam nawrót i słucham go bez przerwy.



niedziela, 13 listopada 2011

jutro na 70% zawitam w szkole. tak właściwie, to się cieszę, bo w końcu od tygodnia jestem w domu i wychodzę na podwórze tylko w wyjątkowych sytuacjach, które raczej się nie zdarzały.
powracam do zdrowia!
oczywiście na start tygodnia mam dwie zaległe kartkówki. PROSZĘ O ŻYCZENIE MI POWODZENIA!

uświadomiłam sobie niedawno, że najważniejszy czas w moim życiu (patrz: dojrzewanie) został zmarnowany. a może nie tyle zmarnowany, co źle wykorzystany. w sumie nie wykorzystany. właśnie wtedy w moim życiu zaczęły zachodzić drastyczne zmiany. w sumie ciągle zachodzą, bo ciągle dojrzewam, no nie?
boże, od moich myśli dostaję na głowę!

a co tam u Was słychać? :) czy też macie jakieś sprawy, chore wymysły, które nie pozwalają Wam usiedzieć?



czwartek, 10 listopada 2011

generalnie uważam, że jesień jest porą roku inną, niż reszta. dlaczego? dlatego, że wtedy akurat zaczynam brać się za wszystkie przemyślenia, a nakłania mnie do tego też coraz gorsza pogoda. a o czym wtedy myślę? o wszystkim - najczęściej o tym, co kiedyś było.. a na ten temat rozpisałam się w poprzednich wpisach, a nie chcę tym spamować w każdym wpisie. 
ostatnio jest też coś ze mną nie tak, nie tylko ze względu na chorobę - jestem w stanie rozpłakać się w każdej chwili. najgorzej, gdy ktoś zaczyna przy mnie wspominać 'czasy swojej młodości'. to jest okropne, chciałabym, aby nagle lata przestały płynąć, i żebym z każdym rokiem nie dodawała kolejnej 1 do wieku. tak, wiem, jest to gadanie absolutnie bez większego znaczenia, bo w końcu mam dopiero 13 lat, lecz mimo to.. gdy myślę, że ja też będę tak robić, to planuję umrzeć śmiercią nienaturalną przed tym. o boże, co ja w ogóle gadam! 


piszczy mi w uszach.



niedziela, 6 listopada 2011

czwartek, 3 listopada 2011

coraz bardziej sobie uświadamiam, że gdybym nie wiedziała wielu rzeczy, żyłoby mi się łatwiej. zresztą, nie tylko mi - generalnie ludzie, gdyby nie zagłębiali się we wszystko, mieliby o wiele łatwiej. no niestety.. i zaczynam odkrywać w sobie lekką nadpobudliwość, agresję i wielką niecierpliwość.
aktualnie siedzę przyjebana i słucham Pezeta. próbuję rozgłosić mojego bloga, ale mi nie wychodzi i generalnie wszystko mi się wydaje chwilowo do dupy.. ale na szczęście jutro piątek. mimo, że tylko 3 dni musiałam chodzić do szkoły, to ja jestem wyczerpana jakby był to ponad tydzień.. a o moim ogólnym zmęczeniu już nie wspomnę. 

wieczorami zawsze najbardziej rozmyślam o wszystkim i wszystkich (taa..). wczoraj, naszły mnie takie myśli, że wręcz się przestraszyłam. naprawdę coraz częściej przyłapuję się na myśleniu o rzeczach, o których nie powinnam myśleć. lecz tak to jest, gdy zaczyna się krok po kroku rozmyślać o sensie życia. boże, o czym ja w ogóle gadam.. tak, oto jest właśnie powód, dla którego z nikim o tym nie rozmawiam - wychodzę wtedy na jakąś psychicznie uduchowioną.. to jest takie straszne. nie mam zamiaru tutaj opisywać tego, lecz i tak chyba piszę to tylko dla siebie, byleby napisać, bo przecież i tak nikt tego nie czyta. 


po prostu uświadamiam sobie, że moje życie jest bardziej popierdolone, niż myślałam..