liczba wyświetleń bloga.

piątek, 30 września 2011

kici kici.

hahahahha! no nieźle. dzisiejszy dzień był zajeeeebisty! było kotowanie, może dlatego. rok temu też był to jeden z najlepszych dni w szkole. jestem caaaała popisana na rękach, twarzy, szyi, dekolcie. dzień chłopaka też poszedł dobrze, oczywiście oceniając przez pryzmat tego, że byłam prowadzącą. 
po skonsumowaniu bomb kalorycznych, udaliśmy się całą klasą na boisko, gdzie rozopoczęły się 'ceremonie' związane z kotowaniem. przyczepianie ogonków, jedzenie papki i takie tam. PAPKA, o shit.. pamiętam parę składników po rozmowie z jedną z osób, która ją robiła:
czosnek, buraki, różne sosy, mnóstwo pieprzu i soli, chilli, bita śmietana, mleko chyba... więcej nie pamiętam, w każdym razie było ohydne i większość wypluwała to gdzie się tylko dało. ja dzielna połowę przełknęłam, choć nie więcej - było to po prostu niemożliwe, mówię Wam!

kabel USB został odnaleziony!!




czwartek, 29 września 2011

jutro piątek, jutro mam kotowanie, jutro prowadzę klasowe obchodzenie Dnia Chłopaka. plan mam taki, aby przed otrzymaniem bomb kalorycznych w postaci domowych babeczek, ciastek francuskich i innych różności, odpowiedzieli na pytania dotyczące dziewczyn z klasy (np. która ma więcej niż 2 dziurki w uszach), jeżeli nie odpowiedzą poprawnie, muszą wykonać zadanie, a jeżeli nie zrobią i tego, to muszą wybranej dziewczynie powiedzieć coś miłego. nie no, myślę, że dla takiego żarcia zrobią wszystko. :)

ehh.. co u mnie? bywało lepiej, ciągle trzyma dołek z wczoraj. choć przyznam, że w szkole zrobiło mi się lepiej (choż zgubiłam moje ulubione kolczyki...) - nie mówię znajomym, że mam zły humor, bo wtedy gadaliby tekściki w stylu 'wszystko będzie dobrze' blah blah blah nie wciskajcie mi kitu, dobra? staram się zachowywać dobrą minę i po czasie nie muszę udawać, że ją mam, bo sama pcha mi się na twarz. lecz w domu znów łapie i robi się źle. cholera.

ale ona mnie wkurwia.. już jej nie widuję, ale ciągle wkurwia..


 

środa, 28 września 2011

tak, taka jest kolej rzeczy: skoro raz było zajebiście, to potem musi być odwrotnie, czyli do dupy. więc żeby przenieść mój przykład na ten schemat: wczorajszy dzień był zajebisty, lecz dzisiaj (choć zapowiadało się też okey) było fatalnie, a właściwie wciąż jest.. nie mam gdzie i do kogo napisać tego, co czuję, więc robię to tutaj, choć i tak wiem, że nikt tego nie czyta (może i lepiej).

miłość - jeden z dwóch głównych problemów ludzkich (drugim jest hajs). miłość każdy czuł. ja uważam miłość za jedno, wielkie gówno, może dlatego, że gdy jej doświadczałam zawsze kończyło się to okropnie, nawet, jeżeli przez pewien czas było fantastycznie. zawsze się kończy wielką sraką. cholera. 

lecz nie chodzi mi tutaj tylko o to - przede wszystkim powodem mojego paskudnego samopoczucia są wspomnienia.. miłe wspomnienia.. zmieniam się, i to chyba na gorsze, na to wychodzi.. a to wszystko przez te moje cholerne zmiany podczas najważniejszego czasu mojego życia - dojrzewania. akurat wtedy musiałam mieć tyle problemów i dołków emocjonalnych.. a wszystko spowodowane tylko i wyłącznie przez jedną, jedyną osobę - noo, może nie bezpośrednio, ale wszystko poszło za sprawą właśnie tego człowieka. nie powiem kogo, nie chcę być na blogu konkretna, staram się uogólniać wszelkie informacje, nie podawać imion, i tym podobne. wiedzcie jednak, że ta osoba jest bardzo ważna dla wszystkich ludzi. ale dla mnie nie ma już ona najmniejszego znaczenia...

wtorek, 27 września 2011

no i po ognisku klasowym. tak, to był dobry pomysł, bo faktycznie wszyscy w klasie jakoś bardziej się ze sobą komunikowali, no w skrajnych przypadkach chodziło tylko o podanie komuś keczupu. :P
genialnie było w autobusie, gdy jechaliśmy do i z. 
ale generalnie nie było osoby z którą słowa się nie zamieniło. hmm.. wczoraj odpuściłam sobie nauczenie się słówek z niemca i wypicie herbaty pokrzywowej.. więc, co jest tek skutkiem? dzisiaj wypiję dwie. uhh, tortury, mówię Wam, wielkie tortury.

gdzie mój kabel USB, do cholery?!?!?!

 

poniedziałek, 26 września 2011

dzisiejszy dzień był rewelacyjny, choć tak właściwie nie wyróżnia się niczym szczególnym od innych poniedziałków. muszę się pochwalić, że dostałam 4 z niemieckiego  - jestem z siebie dumna.
jutro czeka mnie ognisko klasowe - no wiecie, tak na zapoznanie się uczniów z wychowawcą, tak 'poza językiem polskim i godziną wychowawczą'. skoro ognisko, to też żarcie, czyli równa się to kolejny dzień odpuszczenia sobie ograniczenia jedzenia. no cholera! muszę się za siebie wziąć.  czy ktoś ma pomysł na to, jak się do tego zmotywować, żeby szybciej to poszło oraz żeby było to przyjemne (ODCHUDZANIE)?




środa, 21 września 2011

mm, jakże motywujące jest do dalszej nauki otrzymanie jako pierwszą ocenę dwójki z niemieckiego, ohh, jak bardzo!

idealnie połowa tygodnia - trzy dni temu był weekend i za trzy dni będzie kolejny. za trzy dni powrócę do mojego późnego wstawania. stęskniłam się za widokiem godziny 11.00 na zegarze od razu po obudzeniu..

generalnie w zeszłym tygodniu nie miałam zbytnio humoru, zazwyczaj było tak, że w szkole było wszystko w porządku, no bo wiadomo, przy znajomych to z lekka wyluzowałam, ale po powrocie do domu.. płacz bez powodu, wkurwianie się na wszystko i wszystkich o byle gówno i  nawet czasami ciskanie niektórymi przedmiotami. 
nie wiem, ale chyba nie tylko ja tak mam, co nie? 

i uwaga, uświadomiłam sobie jedną, zaskakującą rzecz: wolę MATEMATYKĘ od NIEMIECKIEGO. yy, hello, Anka, coś z tobą nie taaak?? ciii, sama się sobie dziwię..

muszę porobić jakieś zdjęcia..


wkurwiają mnie pozery i usilne udawanie mroku czy czegoś innego. pozdro.


sobota, 10 września 2011

i znów kończy się sobota.. i znów zwalam zadania domowe i wkuwanie na ostatnio dzień weekendu, zapewne na wieczór. nie umiem dobrze rozplanować pracy na 2 dni. o matko..
czyli co odłożone zostało na jutro?: wkuwanie na niemiecki, biologię i geografię, oraz zadanie z polskiego, do którego absolutnie nie mam weny. 'uzupełnienie według własnego pomysłu wiersz Szymborskiej "Niektórzy lubią poezję"'. no błagam. nie mam pomysłu! 
tekst powyżej piszę z nudów. jest bezsensu.



 

piątek, 9 września 2011

ciii.

zbliża się jesień i potem zima, no to tak na dobry początek musi być jakieś lekkie chorowanie, co nie?, nie obejdzie się bez, prawda?
aktualnie z tego powodu leżę i się grzeję, jeżeli nie nazywać tego 'duszeniem się w pościeli'. wierzę w skuteczność. zaraz idę spać, wolę przespać ten czas mojego złego samopoczucia. 
a co w szkole? wniosek wysnuty z dzisiejszego dnia to taki, że najlepszym argumentem jest 'bo tak' (zresztą było to wiadome już od dawna) i że uwielbiam twórcę 'szczęśliwego numerka'! a dlaczego? ponieważ dzisiaj wyjątkowo został wylosowany numer 5, czyli mój, no i jakoś tak wyszło, że wymyślili sobie niezapowiedzianą kartkówkę z niemieckiego. :D taak, poszczęściło mi się (chociaż raz jakoś szczególnie..). 
teraz słucham Lady Gagi. coraz bardziej mrużą mi się oczy. cholera, nie mam kompletnie pomysłu, czy weny, na napisanie zadania z polskiego (nie dzisiaj, oczywiście!). zaczyna boleć mnie gardło. która godzina? zużyłam kolejna paczkę chusteczek. spać spa spać spać. co tutaj jeszcze mogę napisać.. ee, pomocy?





poniedziałek, 5 września 2011

wszystko wygląda trochę inaczej, niż rok temu. nie, nie chodzi o odmalowane ściany, przefarbowane włosy.. nie wiem o co konkretnie.
może chodzi o inną perspektywę patrzenia? nie, ona ciągle jest taka sama - 160 centymetrów nad ziemią.. nie wiem, nie wiem, nie wiem..

mój niemiecki jest okropny. poradzę sobie?

bo oni są tacy cudni.. <3



 

niedziela, 4 września 2011

trochę się wkurwiłam. pozwolę sobie zacytować..

'slipknot to tylko nędza którą lubią nastolatkowie ...
(...) rzygać mi się chce coreyem, (...) po co on w slipknocie !?
(...)dobra nara bo brak mi na cb słów ... wierna fanka slipknota ....'

po przeczytaniu całego tego PRZEMÓWIENIA, dowiedziałam się, że Slipknot jest nędzą, że Corey'a nie powinno być w zespole i powinien wypierdalać (choć jak miałaby grupa istnieć bez głównego wokalisty?), i że niektórym na mnie brak słów. jak świetnie.


zrobiłam czwartą dziurkę w uchu. 



   

sobota, 3 września 2011

czy mi rozum odjęło? czy tylko ja cholerrrrrrnie nie chcę weekendu?
w szkole okropnie mi się podoba. spotykanie znajomych stąd bardzo mnie cieszy. lecz szkopułem jest to, że dopiero pierwszy dzień w szkole, a ja już mam zapowiedzianą kartkówkę z angielskiego i sprawdzian z matmy.. pięknie.


 

piątek, 2 września 2011

czwartek, 1 września 2011

achtung achtung.

i jak uczciłam ostatni dzień wakacji? tradycyjne MIELENIE SIĘ, bo w końcu to najlepszy sposób na bezsensowne spędzenie parunastu godzin. brawa, brawa! od jutra zacznie się nowe odliczanie dni, które minęły od końca wakacji, a po pewnym czasie, sensowniej już będzie liczyć dni do ich ROZPOCZĘCIA, o! strój prawie gotowy, choć pewnie i tak w ostatniej chwili coś w nim zmienię. nie przywykłam do widoku moich glanów czarno-czarnych, bez czerwonego sznurowadła.. dobra, dobra, Anka, nie przesadzaj. 
życzcie mi powodzenia jutro. tak, ja też Wam życzę.