liczba wyświetleń bloga.

sobota, 31 marca 2012

już po raz czwarty kasuję cały tekst i piszę od nowa. jeżeli chodzi o mój zwiększony optymizm, to ostatnio jest z tym trudno - zbyt dużo nienormalnych rzeczy się dzieje.
tak się składa, że większość ostatnich epizodów jest kompletnym przeciwieństwem tego, czego się spodziewałam i czego chciałam. czy tylko ja mam takiego pecha?
ale chcę poruszyć tutaj wątek, który spokoju mi nie daje. ja rozumiem, że jest to wieś, wcale nie taka wielka, ale żeby każdy wpieprzał się w życie swojego sąsiada, co tam sąsiada - może i nawet kogoś z drugiego końca wsi?! :| nienormalne! ale nie sięgajmy tak daleko - wystarczą osoby ze szkoły. ktoś z kimś pogada, ktoś komuś się podoba - po godzinie wiedzą o tym już wszyscy, co więcej - 3/4 z tego nie jest prawdą, wiecie, ludzie sobie dodają co chcą i tworzą się historyjki.. śmiać się czy płakać? 
możecie powiedzieć: miej w dupie to, co ludzie gadają, ale ja odpowiem, że to wcale nie jest takie łatwe. 

w tej chwili śmieję się z tego. :) ale zaraz pewnie będzie inaczej.




niedziela, 25 marca 2012

witam po dłuższej chwili nieobecności. fakt, może nie było to tak długo, ale za to wydarzyło się tyle, że masakra. 
generalnie widzę świat trochę bardziej kolorowy, mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. zbyt często miałam styczność z zakochaniem, co coraz bardziej zniechęca mnie do uczucia o nazwie 'miłość'. ujmuję to dość ogólnie, nie chcę tutaj pisać wszystkiego ze szczegółami.. :)
plany na dzisiaj? miałam się uczyć, no ale wiadomo jak to jest - mówię, ale nie robię. chyba każdy to zna..
umówiłam się z koleżanką, z czego się cieszę, bo jakoś mnie dziwnie 'niesie'. to pewnie przez coraz lepszą pogodę za oknem. 
to co, to do zobaczenia za jakiś czas?



sobota, 17 marca 2012

wiecie co? weźcie mi tego bloga. wydziela złą aurę. jest negatywny. nie cierpię go. ciągle tutaj dołuję, dołuję i dołuję, to co się dziwić, że nie mogę powrócić do dobrego humoru?! 
będę pisać rzadziej, ale za to mądrzej. bez poważania.


oto ja. z głupią miną i kotem.

wtorek, 13 marca 2012

jak już mówiłam, rekolekcje okazały się być kompletnym niewypałem zaraz pierwszego dnia, więc nie chcąc wybrzydzać nimi jeszcze bardziej, postanowiłam odpuścić sobie chodzenie na nie. w szkole zawitam w czwartek, gdy już będą normalne, codzienne lekcje.
warto jeszcze powiedzieć, co działo się ze mną wczoraj wieczorem, bo skoro mój blog jest miejscem mojego wyżalania się, to należy to zrobić. tak więc, owego wieczoru rozpoczęła się chyba moja depresja, chyba, bo może jest to po prostu kolejny dłuższy dołek emocjonalny. tyle że takie nastroje, jakimi ja wczoraj wręcz kipiałam, nie są częste - bez żadnego zastanowienia głośno łkałam, rzucając chusteczkami naokoło. co jeszcze się działo lepiej zostawię dla siebie, bo nie jest to zbyt chwalebny czyn, ale często spotykany przy szczególnie złych nastrojach.

tekst pisałam z możliwą obojętnością. czy to zdjęcie już było?


poniedziałek, 12 marca 2012

pierwszy dzień rekolekcji mam za sobą. oglądaliśmy film 'Pasja'. to, jakie emocje we mnie to wzbudziło, było nie do opisania. nie minęła 1/4 filmu, a ja już powstrzymywałam z całej siły łzy, lecz w końcu, po długim wysiłku, pozwoliłam moim oczom płakać. na szczęście nie tylko moja paczka chusteczek poszła w ruch, co mnie ucieszyło, że jednak inni moi znajomi też przeżywają to tak, jak ja. 
następnie udaliśmy się do cholernie zimnego kościoła, gdzie przez 40 minut słuchaliśmy wywodów księdza. hm, prawdy w nich trochę było, ale spodziewałam się jakiegoś wielkiego, filmowego UŚWIADOMIENIA w mojej głowie, że nie wiem, myliłam się w jakiejś kwestii czy coś nie, było to gadanie o rzeczach, które od dawna są wiadome, tyle że opowiadane oczami chrześcijanina. starałam się wszystko analizować, ale chłód, niewygodna pozycja i psujący mikrofon uniemożliwił mi to. no trudno. 
a tak generalnie to dzień był dziwny. nie do określenia, choć na pewno do najlepszych to on się nie zaliczał. wiem jedno - nawrócenia to na razie nie przewiduję. 



piątek, 9 marca 2012

nie mam ochoty ani jeść, ani pić, ani gdzieś iść, ani zostać w miejscu. nawet na czytanie nie mam ochoty. jedyne, co chcę zrobić to spać. ale tak momentalnie. bez tego wiercenia się w łóżku, zanim uda mi się zasnąć. spać tak długo, aż prześpię to wszystko. bo sny są stanowczo lepsze od mojej nędznej rzeczywistości..
zdziwiłam się wczoraj, że nieznajomy pomógł mi bardziej, niż Ci bliżej mnie. tłumaczenia tego były różne: 'nieznajomy umie spojrzeć na sprawę obiektywnie', albo 'jeżeli ktoś Cię nie zna, to zawsze lepiej doradzi'. może i to prawda, ale wkurwia mnie fakt, że o pomoc to ja do nikogo się zwrócić nie mogę.
tak właściwie tracę te bliższe osoby. dlaczego? nie mam pojęcia, to jest w tym najlepsze. nie czuję by się we mnie coś zmieniało. no, z wyjątkiem tego, że zaczynam świat widzieć to raz z lekkim przebłyskiem światła, to raz kompletnie zszarzały (częściej to drugie). co więcej - ja nie przesadzam. naprawdę tak jest, naprawdę stoję sama wśród tego całego zbiegowiska. czuję się koszmarnie. tak parszywie, tak.. niepotrzebnie.
rękawy to już mam czarne od wycierania łez połączonych z makijażem i dosłownie nie wyrabiam..
tak właściwie, to jedyną osobą, tzn. rzeczą, której mogę to wszystko powiedzieć, a raczej napisać, jest właśnie ten pierdolony blog. niektórych to może to zdziwić i mogą nie uwierzyć, ale to już nie mój interes.




wtorek, 6 marca 2012

kolejne łzy się wylewają i kurwa kolejne dołki emocjonalne.. teraz, siedząc i zastanawiając się nad wszystkim i wszystkimi, zaczęłam całą tą moją sytuację życiową rozumieć. kolejna scena, w której wolałabym wiedzieć o połowę mniej. kurwa.. jeszcze dokładam do tego jak najbardziej dołujące piosenki (aktualnie Disturbed - Darkness) i robi się coraz gorzej.. bo przecież dawno doła nie łapałam, c nie?!
niech to się wszystko ułoży, do cholery, bo mimo pozorów, ja już nie daję sobie rady..

bez zdjęcia.

niedziela, 4 marca 2012


to jest takie durne uczucie, tak jakby łaskocze w brzuchu.. każdy na pewno wie, o co chodzi, ale nie wypowiem tego, bo nie chcę sobie uświadomić, że mnie też to spotkało. nie, nie, nie.. 
co u mnie? ostatnio powiem, że lepiej, stanowczo. moje kontakty ze znajomymi są zadziwiająco dobre, no, nie takie, jak kiedyś, ale lepsze stanowczo.. oceny, hmm, oceny, o tym wolę nie mówić, bo jednak jest to pewien minus do mojego nastroju. ale daję radę, nie jest AŻ tak źle. z rodzicami także się całkiem dobrze dogaduję.. 
już chyba nic więcej Wam nie powiem..
zdjęcie okropnie stare, ale za to z końcówki tych takich 'fajnych czasów'..