Najlepsze
Blogi

środa, 24 sierpnia 2011

halo halo??

dlaczego jest tak, że gdy mam ochotę być sama, od razu wszyscy przylatują i pierdolą o niczym ważnym, a gdy potrzebuję z kimś pogadać czy popisać, nie odezwie się nikt? dlaczego tak jest, dlaczego? 
niedawno miało miejsce coś okropnego - siedzę w objęciach czterech ścian mojego pokoju, naprawdę chcąc, by ktokolwiek spytał mnie, co u mnie słychać, co porabiam (choć tak właściwie co bym miała odpowiedzieć? że siedzę na łóżku, tulę różową poduszkę i gapię się na ciemną plamkę na nierównej, białej powierzchni ściany?) czy cokolwiek. siedzę i nic, nic, nic. nagle słyszę dźwięk przychodzącego sms'a. aa jednak ktoś napisał! co się okazało? że jedynym nadawcą sms'ów, który pamięta o mnie we wcześniej opisanych sytuacjach jest PLAY z wiadomościami o darmowym internecie przez 30 dni. dobijające, hę?




poniedziałek, 22 sierpnia 2011

aa!

cholera, jeszcze tylko parę dni. zazwyczaj, gdy się człowiek nudzi, czas płynie wolniej. lecz jakoś dziwnym trafem przez prawie całe wakacje się nudziłam (choć wolę się nudzić w ten sposób, aniżeli w szkolnej ławce), a one mi minęły naprawdę szybko. przepraszam, ale o co chodzi?
za to, co komary mi zrobiły, powinno się je wszystkie wybić, parszywe robaki.. fe.
dzisiaj dzień rozpoczęłam w rytmach Three Days Grace. a konkretnie płyty Life Starts Now. 
nie mam już co pisać, jestem chyba jeszcze trochę zaspana.
może wkrótce będzie wpis bardziej sensowny, niż parę ostatnich.

(zdjęcie sprzed roku)



piątek, 19 sierpnia 2011

wakacje niedługo się kończą, lecz ja nadal nie dopuszczam do siebie tej myśli. teraz mój pierwszy rok w gimnazjum. mówią mi, że w gimnazjum każdy się zmienia, to mnie intryguje. mam pewne obawy, ale ujdzie, nie robię paniki, spoko. 
aktualnie słucham Limp Bizkit, ostatnio dużo ich słucham. 
nie rozpiszę się zbytnio, bo nie ma o czym. dzisiaj kolejny dzień będę się mielić i opierdalać - i kolejny dzień zleci nie wiadomo jak. tak samo z jutrem, pojutrzem i tak dalej..
mam ochotę po raz setny obejrzeć Rock am Ring Slipknota. tak, dobr plan, zaraz to pewnie zrobię.
przyzwyczaiłam się, że gdy wstaje, jest godzina 12.00, a dzisiaj wyjątkowo już o 12.00 siedzę i piszę na blogu (wyjaśniam: wyjątkowo obudziłam się o 7.00). czas mi się dłuży i mielenie się będzie dzisiaj trwało o te 5 godzin dłużej. 
w ciągu niecałego miesiąca przeczytałam ok. 8 książek, fuck yea, jestem z siebie dumna. :P

coś jeszcze powinnam napisać?


wtorek, 9 sierpnia 2011

ojajejou.

u mnie jest całkiem okej. nie wiem, co mam na tym blogu pisać, serio.
byłam na Woodstocku jeden dzień (w piątek), ahh! było świetnie, naprawdę. miałam zdążyć jeszcze na Luxtorpedę, lecz niestety było okropne korki (w sumie się nie dziwię), no i przyjechałam akurat na koniec. ironia losu.. więc ostatecznie zaliczyłam:
Piotr Bukartyk, Apteka, Jahcoustix, Kontrust, Helloween.
jestem bardzo zadowolona. naprawdę. liczę na to, że za rok też tam będę.

znam o jednego idiotę więcej!



próbuję nie zdawać sobie sprawy z tego, że (chyba) za trzy tygodnie znów będę musiała siedzieć przykuta do biurka i edukować się za sześciu, naprawdę próbuję. cii! nic mi o tym nie mówicie, lalala!

błagam, nie mówicie, że jestem podobna do siostry!


ojej, znowu pada.. 



wtorek, 2 sierpnia 2011

nie jest dobrze. 
ale nie jest też fatalnie. 
na razie przeżyję. 
ale nie wiem co będzie dalej.


<bez zdjęcia, jestem ohydna!>

poniedziałek, 25 lipca 2011

nic nic nic!

już chyba połowa wakacji minęła, co nie? teraz nie jestem pewna, czy nadal nie chcę tych wakacji i że chcę do szkoły. fakt - nudno jest, ale za to 0 nauki..
coś mnie wzięło i zaczęłam słuchać piosenek, które perfidnie kojarzą mi się z różnymi chwilami mojego życia. aktualnie siedzę, słucham i rozmyślam nad wszystkim. często o sytuacjach, w których coś źle powiedziałam czy zrobiłam. to mnie strasznie wkurza, bo akurat teraz, gdy wiem, co powinnam wtedy zrobić nie mogę tego naprawić. cholera!

wszystko się za szybko kręci, obraca i zmienia. ja nie nadążam!

czy ja jestem naiwna?

gadam bezsensu.. 







piątek, 22 lipca 2011

come back!

no i wieś oficjalnie pożegnała miasto. niestety. bo na tych manowcach u mnie absolutnie nie ma co robić, cholera!
uświadamiam sobie pomału, ile to ja głupot w życiu porobiłam. ojj, sporo tego. pewnie za parę lat będę tak myśleć o rzeczach, które robiłam wczoraj, robię dzisiaj i robić będę jutro i pojutrze.. kiepsko.
w Poznaniu było świetnie. wreszcie moje wakacje się urozmaiciły. lecz teraz znów wszystko wraca do normy. Harry Potter zabił Voldemorta, jak zawsze wszystko skończyło się schematem "happy ending'u", jeah.
mój humor jest nijaki. ani zły, ani dobry. nijaki. obojętny. niedookreślenia. nie do wyrażenia. ...

*ous*



czwartek, 7 lipca 2011

lalala..

przez najbliższe paręnaście dni nie będę pisać, po prostu z braku czasu.
jestem z lekka chora, kiepsko się czuję. ale przeżyję, muszę. ;) jutro spotkanie z kolegą, którego znam tylko przez gadu gadu. jestem ciekawa, jak będzie.. jutro też wieś (patrz: ja) przywita miasto (patrz: Poznań). 
moja czerwona farba okazała się nieszczęsnym materiałem - trzymała się - o dziwo - tylko parę dni i już praktycznie nie mam jej na włosach. jestem zła!
to tyle, zawitam tutaj za mniej więcej dwa tygodnie.
tchüs!





piątek, 1 lipca 2011

i kolejny dzień się kończy. oczywiście nudny jak cholera, ja już nie wytrzymuję. czy można umrzeć z nudów? 
nudne są dzieci, nudni są ludzie, nudne są ich rozmowy, wiadomości są nudne, nudny jest wieczór, nudny jest film, ja też jestem nudna. 


wiele głupich rzeczy się dzisiaj wydarzyło. nie mam zamiaru ich tutaj opisywać, za długo by to trwało, a poza tym wolę je zatrzymać dla siebie. po raz setny oglądam teledysk Slipknota - Snuff. smutne, i to bardzo. jest mi dziwnie. czuję, że się wszystko zmienia..


'dead visions in your name
dead fingers in my veins ..

.. dead memories in my heart!'